poniedziałek, 3 marca 2014

Poznań Indoor Triathlon

01.03.2014r

Bladym świtem w sobotę, by Polski Bus, wybrałam się na wycieczkę do Poznania. A dokładniej na bardzo ciekawą imprezę około traithlonową organizowaną w Klubie CITYZEN.
Kiedy czytałam na Facebook"u o tym wydarzeniu, wiedziałam, że będzie to wspaniałe uzupełnienie moich zimowych treningów i mini sprawdzian. Ostatnio, wszystko, co robię, robię pod dachem, więc taki indoor jest jak najbardziej na miejscu.
Do klubu dotarłam sporo przed czasem, miałam więc chwilę na zapoznanie się z tym miejscem. Cóż tu pisać - triathlonowa (i nie tylko)  R E W E L A C J A . Duży obiekt ze wspaniałym basenem. Osiem szerokich torów, głębokość chyba "olimpijska". Ogromna sala do indoor cycling wyposażona w kilkadziesiąt rowerów. Hala do (chyba) gier zespołowych i zajęć grupowych. Mnóstwo sprzętu. Bieżnie, ergometry i te wszystkie inne, do których się nie zbliżam bo .... się nie znam ;)
Miałam też okazję odrobinę wchłonąć atmosfery, jaka tam panuje. Absolutnie wszyscy tam przebywający byli toootalnie zakręceni na punkcie sportu. Miałam wrażenie, że to taka mega wypasiona sportowa rodzina.
Zmagania miały się rozpocząć od pływania. 10 minut w wodzie, kto więcej przepłynie. Miałam chwilę na rozgrzewkę w wodzie, no basen przesuper. Chociaż miałam wrażenie, że woda jest słonawa? I taaaki ogromny.
Nie nastawiałam się na żaden wynik w pływaniu. Po środowym treningu i 4 X 50 tego "czegoś" na czucie wody, czego nie zapomnę do końca życia ;) wiedziałam, że nawet nie ma sensu się szarpać.
Po skoku do wody.....- jak nigdy- bo mi sie to prawie nigdy nie przytrafia, lewy okularek nabrał do pełna. Po nawrocie zdałam sobie sprawę, że albo stanę i wyleję albo resztę dnia spędzę bez soczewki..., bo bidulka nie przetrwa. Serię miałam spokojną, jakoś tak bez ciśnienia ogarnęłam oczy i na dłuuugim kroku, z którego jestem bardzo dumna popłynęłam 550m. No wiem, nie ma się co cieszyć ale po analizie wyników wiem, że byłam druga, za młodą triathlonistką/pływaczką. Jako, że płynęłam praktycznie sama, wyszło ok. Ale mam delikatny niesmak, jeżeli chodzi o pomiar. Przed sygnałem kończącym konkurencję zrobiłam nawrót i kilka dość mocnych pociągnięć, osoba sędziująca jakby tego nie zauważyła.... i zamiast zapisać mi no co najmniej 560 metrów - zapisała 10 mniej... Była to subiektywna ocena tej konkretnej osoby, bo w wynikach można zobaczyc rezultaty spisane co do metra np: 725m lub takie zaokrąglone jak mój 550.... szkoda, ze w dół! Wiem, że inne podciągano do góry.  To było słabe, tym bardziej, że te zawody, to nie Mistrzostwa Galaktyki.... ;)
Po basenie musiałam się szybko przedostać na halę, gdzie stały rowery i bieżnie. Organizatorzy zadbali aby była to trasa, jak do prawdziwej strefy zmian ;) korytarze oznaczone taśmami, fajna sprawa!
Przed rowerem miałam chwilę, żeby się przebrać. Nie zakłdałam stroju tri przed pływaniem - jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, że po basenie będę biegać po bydynku w mokrym stroju... ;)
Część rowerowa odbywała się na szosówkach wpiętych w trenażery z zadanym oporem.




No i tu też nie wszyscy byli zadowoleni, rozmawiałam z jednym triathlonistą, nie mógł uwieżyć, że na jednym z rowerów, wszyscy zawodnicy osiągają rezultaty nieporównywalne z resztą maszyn....
Mi udało mi się dosiąść w miarę wygodnego bycycla. 15 min. mega spinu. Bardzo fajna sprawa. Absolutnie nie było czasu na otrzepanie pór, po kilku minutach moje ciało pokryło sie grubaśnymi kroplami potu, dziwne wrażenie, cała wyglądałam jak ramię tego zawodnika:
Udało mi się wykręcić 9880 m czyli średnia prędkość mojego przelotu to 39,52, ujechałam się jak koń ;)
Zaraz potem szybciutko przenieśliśmy się na bieżnie machaniczne i start! Nie wiem czemu osoba obsługująca moją, kazała mi czekać 20 sek zanim pozwoliła uruchomić taśmę. Na poczatku moje tempo było bardzo ok, na wyświetlaczu miałam 13,z haczykiem i się zaczęło. Biegłam z muzą z telefonu. W tym czasie mój Tomek postanowił NATYCHMIAST się ze mną skontaktować, wiedziałam, że ma jakąś awarię, bo napierał kilkanaście razy, no dzwonił i dzwonił. Nie mogłam odebrać, martwiłam się o co kaman, no rozbiło mnie to totalnie....zwolniłam bieg..... skrzydła mi opadły. Dobrze, ze poczatek biegu miałam w miarę... pokonałam dystans 3150m czyli wyszło 4,45 na kilometr.... gdyby nie siedem plag egipskich ;) Nie ma co narzekać, w całych zawodach przebyłam 13 km 580 m co pozwoliło mi na zdobycie:
 

 
Moje wrażenia z Poznań Indoor Triathlon. Świetna impreza zorganizowana z SERCEM! Widać, że mnóstwo pracy w jej przygotowanie włożyli pasjonaci triathlonu! To była pierwsza edycja tego typu zawodów. Jak dla mnie, wszystko było na bardzo wysokim poziomie! Ogromnym plusem było nagradzanie piewszych 10 zawodniczek i zawodników. Dla wielu z nich to był debiut a nagroda na starcie będzie dodatkową motywacją do dalszej ciężkiej pracy!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz