wtorek, 21 kwietnia 2015

Tour de Warsaw 2015





18.04.2015 - na długo zapamiętam tą datę.

Ze strony organizatora:

"TOUR DE WARSAW to prawdziwy sprawdzian dla wytrzymałości fizycznej i psychicznej organizmu i wspaniałe wyzwanie dla wszystkich pasjonatów maratonów rowerowych niezależnie od wieku"

Czemu znalazłam to zdanie dopiero teraz? Czy to by cokolwiek zmieniło, skoro postanowiłam spróbować swoich sił w szosowym maratonie rowerowym...

Do wyścigu przygotowywałam się dość solidnie, tygodniowo robiłam ok 100 km z czego po 70 km na szosie. Do tego bieganie, pływanie - jak zwykle.

Roaring Forties - to nasz TDW Team. Byłam jedyną przedstawicielką Shockblaze Team więc koledzy mnie przygarnęli ;)

Transfery teamowe przebiegały prawie do samego startu. Nasz Coach Michał z powodu wyjazdu scedował swoją funkcję na Sebastiana, do ostatniego dnia nie wiedzieliśmy w jakim składzie pojedziemy.

Przed startem


W końcu zapoznaliśmy się ;) nasz Team to taki zlepek, rowery szosowo/czasowe,
szosowe iiii MTB ;)  Pogoda zachęcała, kiedy sięprzygotowywaliśmy, nawet wyszło słonko...


Trasa została poprowadzona drogami lokalnymi...(no prawie...bo momenty z udziałem pędzących Tirów się zdarzały) Nasz lotny start znajdował się w Jabłonnej, z Saskiej Kępy trzeba się tam było do teleportować, taka kilkunastokilometrowa rozgrzewka przed wyścigiem. Ta część trasy poszła nam gładko:)




Było chłodno ale sucho - do czasu...

Jechało nam się bardzo fajnie ale szybko, za szybko. Ta część trasy prowadziła pod wiatr, robiliśmy zmiany, tempo 29 - 35 km/h znacząco wzrastało, kiedy wyprzedzały nasz szybsze drużyny. Ja starałam się oszczędzać ale chłopaki...rwali do przodu bardzo mocno.

W sumie, to nie pamiętam kiedy zaczęło padać po raz pierwszy... i co to było. Wiało cały czas - ziąb arktyczny, a do tego deszcz, śnieg, grad...a my jechaliśmy dalej... no dramat. Nawet jak opad zanikał, jechaliśmy po szosie pełnej wody, spod kół tryskały fontanny zalewając nas skutecznie. Najgorszy był pęd powietrza ochładzający mokre ubranie. U mnie dłonie i stopy, piszczele i kolana były w najgorszym stanie. Normalnie po przejechaniu 70 km ogromnie cierpiałam z powodu bólu zadka i ramion... teraz organizm był skupiony na ogarnięciu spustoszenia powodowanego przez wychłodzenie. Jaki ból zadka? nie czułam go bo bolało mnie wszystko inne ;)

Tuż przed Sochaczewem po cichutku odpadł Remek, staraliśmy się pilnować, jak ktoś zostawał - czekaliśmy. Umówiliśmy się, że poczekamy na niego w mieście.

A tam na trasie pojawiły się mokre TORY. Nie takie zwyczajne, to była pułapka na cyklistów, żeby je pokonać pod kątem prostym, trzeba się było nagimnastykować, zrobić duży łuk. Jechaliśmy w odstępach powoli, ja trzymałam się tyłu...szyna pochwyciła trzech naszych - huk, grzmot, turlające się po asfalcie bidony. Kiedy pokonywałam przejazd, tuż przede mną wyglebił się Coach Sebastian. Widziałam, jak jego koła wskakują w koleinę, jak się przechyla i ląduje na mokrym asfalcie - hamowałam ile sił, jechałam wprost na niego, w ostatnim momencie odskoczył od roweru i się skulił, moje koła przejechały kilka centymetrów od jego twarzy.

Trzeba się było szybko pozbierać, bo w tym miejscu był duży ruch uliczny. Panowie się poobijali i poobcierali. "Tato" miał zdarte biodro - dziura w gaciach przez którą prześwitywała goła skóra z raną...Reszta, to obicia i obtłuczenia. Najgorzej kraksę przeszedł rower Sebastiana, spadło tylne koło, już myśleliśmy, że będzie słabo ale jakoś szczęśliwie wszystko udało się poskręcać. Do punktu kontrolnego i Maka dotarliśmy zziębnięci, przemoczeni i poturbowani. A tam...spotkaliśmy kilka teamów. Atmosfera nieciekawa. Sporo osób podłamanych. Wszyscy mokrzy, brudni, sini z zimna, dygoczący...Spotkałam tam Babski Team - gorąco pozdrawiam dziewczyny! U nich największe dreszcze miała Anita ;) były momenty, że nie mogłyśmy gadać, tak nią trzęsło...

Za to ja...z tylnej kieszonki wyjęłam TREASURE...w woreczku foliowym miałam schowane SUCHE SKARPETY!!! w butach (triathlonowych) miałam sorbet lodowy... jak wszystko mokre zdjęłam, gołe stopy grzałam sobie o podłogę w maku... widok żałosny - wiem. Długo nie zapomnę uczucia ciepłej suchej skarpety na przemarzniętej stopie...Jako, że buty były mokre, na skarpetki założyłam worki foliowe. Przedzwoniliśmy do Remka, już po niego jechał samochód. :(

W nas wszystkich kiełkowała myśl, żeby się poddać ale...każdy na swój sposób ją odpędził.

Panowie zjedli, ja też i ruszyliśmy.

Pogoda była bardzo zmienna, wiało non stop bardzo porywiście, za to teraz...wiało nam w plecy :)

Padało kilka razy, doganiały nas kolejne chmury. Najgorszy był grad, ciął twarz, rozpuszczał się w kasku i spływał po twarzy mocząc ciuchy, kiedy wychodziło słońce, darliśmy gęby ze szczęścia i schliśmy - wciąż jadąc.

Żeby nie było, postoje/popasy też były:

 
Do kolejnego punktu kontrolnego w Mszczonowie jakoś się doturlaliśmy z deszczem. Zlało nas podczas oklejania numerów...Dalej ruszyliśmy bez "Taty" i "Syna" Zawinęli się do auta, które po nich podjechało tak szybka, że ja i Sebastian nawet nie zdążyliśmy dobrze pomyśleć, że może...zabierzemy się z nimi ... do domu...a ochotę mieliśmy ogromną! No ale jak już jechaliśmy - to trudno.

Po kolejnej ulewie miałam doła. Przemarzłam, odpadłam z koła i wlokłam się gdzieś w ogonie sama. Nawrzeszczałam na chłopaków na postoju, żeby nie jechać jak pada, bo przemakamy, żeby stawać podczas deszczu, bo nie daję rady. Na szczęście wyszło słońce...podeschłam i jechaliśmy dalej.

Most na Wiśle to było Wyzwanie - tiry przelatywały obok nas a pęd powietrza rzucał nami niebezpiecznie w stronę metalowej barierki...bałam się! za jakiś czas skręcaliśmy w lewo. Byłam tak spanikowana, że mnie Tir rozjedzie, że zeszłam z roweru, poczłapałam do przejścia dla pieszych i czekałam, żeby się dostać do chłopaków. Chyba mieli ze mnie bekę ale ja na serio się bałam tam skręcić. Ostatni odcinek do Karczewa był najcięższy, wiał nam w twarz taki wiatr, że przy 15 km/h pot po tyłku ciekł. Łapały skurcze.

Czy byliśmy szczęśliwi po dojechaniu do lotnej mety w Karczewie - tak trochę, wiedzieliśmy, że jeszcze trzeba jakoś się dostać do Warszawy... Szczęśliwi byliśmy dopiero w SKM"ce, nie nadawaliśmy się do dalszej jazdy rowerem ;)

 
A tak w drodze powrotnej prezentowała się moja Shockblaze Shosa, nie zawiodła mnie, jest świetna!!!


Mój Tour de Warsw - 233 km przejechane jednego dnia przy bardzo złej pogodzie, to niesamowity sprawdzian siły, test na psychę. Zdałam :)

piątek, 3 kwietnia 2015

X Półmaraton Warszawski 2015

Nie zaspałam, przestawiłam zegarek, tylko nie wiedziałam - co na siebie włożyć...
Na start dotarłam tramwajem o czasie - wszędzie pełno biegaczy , cudowna atmosfera, uśmiechnięte twarze ;) Było chłodno ale słonecznie, za to wiatr przewiewał do szpiku. W przebieralni podjęłam męską decyzję - zakładam długi rękaw! Czy to był duży błąd? Założenia na bieg były proste - TRENINGOWO! Byle w dwóch godzinach się zmieścić a jak 1:55 nie przekroczę, będę happy. Na trasie okazało się, że strój jest okej w miejscach zacienionych i na otwartej przestrzeni, gdzie wiatr wychładzał ale.... biegło mi się bardzo lekko, szybciej niż plan zakładał i w połowie na ul. Puławskiej się zagotowałam. Nie było wiatru, tylko paląace słońce. Musiałam sporo zwolnić, wyrównać tętno...rękawy nie dawały się podciągnąć, no o mało co nie zdjęłam góry. Po zimie mam spore boczki, tylko one mnie powstrzymały...



Reszta dystansu - po prostu fajny bieg, dość szybki; ostatni długi podbieg zniosłam bardzo dobrze! Wynik netto 1:52.44, w granicach rozsądku. To nie czas na życiówki, finisz - dziki pęd!!! Boczki ledwo nadążały.

III Mityng GP Ursynowa w pływaniu


Jak zwykle bardzo przyjemna impreza, którą uwielbiam! Wyniki....po niedawnych obiciach i obcierach - fantastyczne!!! Jak zwykle pływałam dowolnym i motylkiem. Mam wyjątkowe zdjęcia z tej imprezy, za które ogromnie dziękuję autorce!
 
 

poniedziałek, 9 marca 2015

Nowy sezon, nowe wyzwania.















W tym sezonie w cyklu Poland Bike (i nie tylko) będę godnie reprezentować mój nowy Team.

SHOCKBLAZE TEAM

Z całą pewnością więcej uwagi poświęcę szosie ponieważ pożegnałam się ze starą Kogą a jej miejsce zajęła Shockująco cudowna SHOCKBLAZE Shosa ;)




Moje plany na 2015:
Na początek sezonu cykl Legii,
W wolne weekendy dłuuugie wyjeżdżenia z SHOCKBLAZE Shosa,
Sezon biegowy zaczynam od Półmaratonu Warszawskiego,
Połowa kwietnia to Tour De Warsaw na...SHOCKBLAZE Shosa ;)
Moje rozpoczęcie Poland Bike - Twierdza Modlin,
Koniec kwietnia... no może w końcu połamię tą czwórkę w Orlen Maraton,
Początek maja - Duathlon po Mazowieckiej Swajcarii,
PB Legionowo...
.
.
.
I wszystkie inne ciekawe wydarzenia, które zdążę ogarnąć...
I to wszystko mam zamiar przepłynąć, przejechać i przebiec w JEDNYM kawałku
 aż do.....



23.08.2015 roku, kiedy to chcę się zmierzyć z dystansem Iron Man w Borównie.






piątek, 2 stycznia 2015

Szybie podsumowanie końcówki roku 2014 ;) Takie tam zaległe!!!

Słaba ta końcówka roku. W życiu nie przypuszczałam, że taka dziwna dziura, tak zmieni mi kilka miesięcy... niby się już wygoiło:
Ale przewra w poruszaniu się spowodowała u mnie tak drastyczny przyrost...m a s y, że sobie z nią nie mogę poradzić.
W domu rośnie nam mała handlerka, ogarnia trzy buldogi na raz, bez specjalnych problemów. Potrafi zaczarować piesy ;)


 

Tomek odkrywa nowe pasje.... przy pomocy lutownicy zmontuje chyba coś, co lata... albo robi inne dziwne rzeczy.



Na szczęście w międzyczasie nieco się ruszałam, basen w ilościach ... sporych! Do tego wzięłam udział w przemiłych zawodach WMT, Mistrzostwa Warszawy w Pływaniu Masters. Było... cudownie, zrobiłam wymarzoną życiówkę na 50 koniem, połamałam moje przeklęte 00:40..., dowolny bez rewelacji, rozgrzewkowo:





 fot. by Sportografia.pl





Na rozruch w starym roku wzięłam jeszcze udział w grze miejskiej, świetna sprawa, przebiegłyśmy coś koło 11 km z Anią Pawłowską - Pojawą.
W pierwszy dzień Świąt pojawiła się zima... taka wersja oszczędna, śniegu nie za wiele, mrozu tyle, żeby skutecznie zamrozić moje auto i gile podczas treningu... zawzięłam się i zaczęłam wytapiać nadmiar sadła... ;)





31.12.14 Agrykola, Biegniemyyyy w 2015 rok.


 
A już następnego dnia... no może niekoniecznie rano ;) z Justyną kolejny mroźny wytop nad Wisłą.


fot. by Justyna
 
W 2015 wszystko będzie jeszcze lepsze, szybsze, większe, zdrowsze, liczniejsze....;)

Na zdjęciu zimowo Lancia ze Skrzatlandu (maszyna) fot. by Moje Obroże.pl



sobota, 8 listopada 2014

Druga Klubowa Mila Trucht Tarchomin

 Dream Team ZABIEGANI PO USZY

fot. by  Paweł Żuk



Ale jaka angina? No ok, wczoraj się zaczęła ale dziewczyny z Teamu "Zabiegani po Uszy" zaprosiły mnie do Sztafety już jakiś czas temu. Rano, po przebudzeniu usłyszałam za oknem...szum, no padało... zimny, listopadowy ziąb siąp. To miała być tylko babska drużyna więc motywacja zrobiła swoje!!!
Co by nieco konkurencję zdeprymować, przyodziałam kolce... i strój pro.. (pomimo gorączki gacie do kolan...) Biegłam w pierwszej zmianie, jakoś tak czułam,że mnie koleżanki ugotują... ;) Rywalki sobie mnie dobrze obejrzały przed startem ;)... biegnie się głową, moje tempo na starcie było adekwatne do stroju...
fot. by Marcin Roszkowski.


A potem mogłam robić to, co chciałam, na nawrotce wiedziałam, że trzeba cisnąć ale bez przesady, buciki skutecznie odstraszyły konkurencję.
Zmiana była meeegaaaa:
 fot. by Marcin Roszkowski.

Reszta Drużyny Zabieganych po Uszy po prostu darła darń mimo braku kolców!!!
WYGRAŁYŚMY klasyfikację generalną płci pięknej, Ania na FB, mi napisała, że ogarnęłyśmy Best Of Sex...Noooooo...


wtorek, 14 października 2014

12.10.2014 - Zabrze - Krajowa Wystawa Psów Rasowych

 

Wcale miałam nie jechać ale jako, że tydzień temu wszystko przebiegło bardzo pomyślnie, do tego trafił się transport do Zabrza, zabrałam trzy Skrzaty, żeby sobie futra przewietrzyły. Foch (Dynio) tego dnia czuł się fenomenalnie, mistrz rimgu i okolic... świetnie pracował:

Wygrał ;)
Potem do boju ruszył Pixelot, ogarneła temat błyskawicznie...


Wygrała ;)
Na koniec, po raz pierwszy na ringu w roli weterana pojawiła się Lucyna ;) Jestem z niej bardzo dumna, starszej pani nie podobało sie na stoliku, za to spacer po ringu i opalanie na słoneczku poprawiły Divie humor.



 
fot: "Slice Of Life FCI"

Ogromnie Wam dziękuję za pomoc!!! i bardzo miłą niedzielę spędzoną razem :)


Wyniki z Wystawy:

Nasze wyniki:

12.10.2014 - Zabrze - Krajowa Wystawa Psów Rasowych - Bogusława Szydłowicz-Polańczyk

PSY

### KLASA CHAMPIONÓW ###

Agramers FUNKY LITTLE BEAT - 2
FOCH WODZIREJ ze Skrzatlandu - dosk. 1, CAC

SUKI

### KLASA OTWARTA ###

BELLISSIMA Grybowianka -
COOL CLONE Pontifex Maximus -
LANCIA ze Skrzatlandu - dosk. 1, CAC

### KLASA WETERANÓW ###

MORGAN ze Skrzatlandu - dosk. 1, CAC, Best Veteran